Temat numeru

Jürgen Stroop w płonącym getcie

Podziemne miasto za murem

red.

1943 - warszawskie getto po wielkiej akcji. Bunkry, dzięki pomysłowości ich konstruktorów, były nie tylko dobrze ukryte, ale też fachowo wyposażone. Niektórym Żydom pozwoliły przeżyć zagładę

Dzięki potężnej sieci kryjówek i podziemnych bunkrów likwidację żydowskiej dzielnicy w 1943 r. przetrwały w Warszawie setki ludzi. Dwudziestokilkuletnia Stella Fidelseid ukrywała się w bunkrach do grudnia 1943 r. Teren getta opuściła dopiero siedem miesięcy po jego oficjalnej likwidacji. Jak udało jej się przetrwać wśród spalonych ruin, gdzie według dowodzącego akcją generała SS Jürgena Stroopa nie powinno być nikogo żywego?

Skrytki i wielkie schrony

We wrześniu 1942 r. po trwającej dwa miesiące tzw. Wielkiej Akcji, w czasie której ponad 300 tysięcy Żydów zostało zabitych lub wywiezionych do obozu śmierci w Treblince, w warszawskim getcie pozostało ok. 50 tysięcy ludzi. Większość z nich pracowała w tzw. szopach, czyli zakładach produkujących na rzecz Niemiec, szpitalach i służbach komunalnych. Lepiej zorientowani nie mieli złudzeń, że zagłada getta jest kwestią czasu. Możliwości ocalenia życia były dwie: ucieczka na „aryjską" stronę lub budowa kryjówki. Ta pierwsza wymagała kontaktów za murem, dobrze podrobionych dokumentów, odpowiedniego wyglądu, dużej ilości pieniędzy i właściwego przewodnika. Ci, którzy nie mogli sami opuszczać getta, zaczęli przygotowywać kryjówki. „W każdym domu pewna grupa lokatorów budowała dla siebie bunkier" – napisze po latach Stella Fidelseid (jej pamiętnik przechowuje Żydowski Instytut Historyczny). „Bogatsi organizowali inżynierów-specjalistów, którzy zazwyczaj dostawali prawo ukrycia siebie i rodziny. Projektowało się najbardziej wyrafinowane schrony. Bardziej przewidujący kopali studnie. Niektóre bunkry miały wyjście na aryjską stronę".

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

BOGUSŁAW CHRABOTA

Ostatnia przystań templariuszy

Zanim żołnierze Filipa Pięknego wdarli się do paryskiej Temple, archiwum templariuszy, cenne artefakty, złote kielichy i krucyfiksy zniknęły. Jakie były losy skarbu?

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.