Felietony

Niewygodna prawda

Jan Piński


"Pierwszą ofiarą wojny jest prawda” – zauważył amerykański polityk Hiram Johnson (w pierwszej połowie XX wieku był gubernatorem Kalifornii i wieloletnim senatorem). Prawda jest też niestety ofiarą sojuszy i pokoju. A dowodów na tę tezę w najnowszej historii świata jest aż nadto.

Alianci (Wielka Brytania i USA) doskonale wiedzieli, że to Sowieci odpowiadają za masowy mord ponad 20 tys. polskich oficerów, ale prawda ta była niewygodna, gdy trwała wojna z hitlerowskimi Niemcami. Z kolei po wojnie nasi sojusznicy bez skrupułów pozostawili nas pod okupacją sowiecką i pozwolili odebrać nam historycznie polskie miasta – Lwów, Wilno czy Grodno. Zostaliśmy zostawieni na pastwę sowieckiego barbarzyństwa. Nasza niewola i zagłada resztek naszych elit to był koszt pokoju, który Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi, nasi „sojusznicy”, byli gotowi zapłacić. To niewygodna dla nich historyczna prawda, równie mało znana jak bierne przyzwolenie zachodnich demokracji na Holocaust i zagładę narodu żydowskiego.

Dzisiejsza potęga gospodarcza Niemiec wprost pochodzi z mienia zagrabionego podczas II wojny światowej. Przedwojenne Niemcy nie były bogatym krajem. Stały się nim dopiero kilkanaście lat po wojnie, gdy do Republiki Federalnej Niemiec zaczęły napływać ukryte pod koniec wojny miliardy ówczesnych dolarów. Gdy jeden z architektów III Rzeszy, łagodnie potraktowany Albert Speer (podczas procesu norymberskiego dostał 20 lat więzienia), wyszedł na wolność w 1966 r., okazało się, że na koncie czeka na niego 4 mln ówczesnych marek. Suma odpowiadająca mniej więcej 50 mln obecnych polskich złotych.

Niemcy nie tylko uczynili z pracy Polaków źródło dochodu, który przez 5 lat służył finansowaniu wojennej machiny III Rzeszy. Okradli nas ze wszystkiego, co tylko mogli zrabować. Ale na grabieży się nie skończyło. Postanowiono również biologicznie zniszczyć nasz naród. Niemcy rozstrzeliwali Polaków tylko za to, że byli wykształceni lub byli patriotami, zabijali każdego, kto wybijał się ponad przeciętność. Ich agresja dokonała niespotykanego w historii spustoszenia w genotypie polskich elit. Była to świadoma polityka niemiecka, prowadzona do samego końca wojny. Jej celem było maksymalne osłabienie polskiego żywiołu.

Za to, co Niemcy ukradli i zniszczyli, nie otrzymaliśmy nigdy ani grosza. Do dziś rząd niemiecki nie robi nic, aby pomóc nam w odzyskaniu zrabowanych dzieł sztuki, które trzymane są w prywatnych kolekcjach byłych przedstawicieli „rasy panów” i ich rodzin. Co więcej, po II wojnie światowej niemieckie państwo prowadziło politykę niszczenia dowodów zbrodni wojennych (kradziono oryginalne dokumenty nawet w latach 90.!). Od lat 50. zaś niemieckie państwo i media propagują termin „polskie obozy śmierci”, aby przerzucić na nas odpowiedzialność za zorganizowanie zagłady Żydów.

Przez 26 lat wolnej Polski żaden z naszych rządów nie zwrócił się do Niemiec z żądaniami odszkodowań, pomocy w odzyskaniu zrabowanych dzieł sztuki czy też zaprzestania szkalowania Polski na arenie międzynarodowej.

Niemcy przez lata opowiadali dowcipy o Polakach jako narodzie złodziei („jedźmy do Polski – nasz samochód już tam czeka”). Gdyby trzymać się faktów, to ten żart powinniśmy opowiadać my, Polacy. Ze zmienionymi rolami.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Manipulacja historią

Przez 50 lat po wojnie byli czczeni jako jedyni walczący za wolność Polski. Berlingowcy. Potem nazywani kościuszkowcami. Zbieranina biednych, wygłodzonych ludzi.

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

BOGUSŁAW CHRABOTA

O sensie historii. Manifest konserwatysty

Kiedyś pociągali mnie barbarzyńcy niszczący przeszłość w imię przyszłości. Tak było, dopóki sam nie dotknąłem ruin świata, który utraciliśmy bezpowrotnie

Paweł Łepkowski

Manipulacja historią

Przez 50 lat po wojnie byli czczeni jako jedyni walczący za wolność Polski. Berlingowcy. Potem nazywani kościuszkowcami. Zbieranina biednych, wygłodzonych ludzi.

O sensie historii. Manifest konserwatysty

Kiedyś pociągali mnie barbarzyńcy niszczący przeszłość w imię przyszłości. Tak było, dopóki sam nie dotknąłem ruin świata, który utraciliśmy bezpowrotnie

Szwoleżerowie z antypodów

W 1917 r. wieści o końcu kawalerii wciąż zdawały się mocno przesadzone, lecz w dobie ciężkich karabinów maszynowych bezpowrotnie minęły czasy szarż spod Wiednia, Somosierry czy Waterloo

Humor

FOTOPLASTYKON - Pierwszy amant II RP

Aleksander Żabczyński był wyjątkowo przystojnym mężczyzną.Ale ten dar stał się piętnem – przedwojenni reżyserzy obsadzali go głównie w rolach kochliwych bon vivantów. Ówcześni krytycy filmowi nierzadko kręcili nosem na kolejne ekranowe występy Żabczyńskiego. Ale publiczność, zwłaszcza jej piękniejsza część, takich kreacji od aktora oczekiwała. „Pod Żabczyńskiego” pisan więc scenariusze i piosenki. Do dziś przetrwały przeboje z filmów: „Ada! To nie wypada!” (1936 r., „Nie kochać w taką noc”), „Jadzia” (1936 r., „Jak drogie są wspomnienia”), „Pani minister tańczy” (1937 r., „Na moje wady nie ma rady”), „Zapomniana melodia” (1938 r., „Już nie zapomnisz mnie”), a także piosenka ze ścieżki dźwiękowej do polskiej wersji „Królewn Śnieżki...” (1938 r.) – „Piosnkę znam tylko jedną”. Więcej o jego błyskotliwej karierze w II Rzeczypospolitej, żołnierski heroizmie w czasie II wojny światowej oraz powojennych występach w warszawskich teatrach czytaj na s. 84.