Felietony

Boży obłąkaniec

Paweł Łepkowski

100 lat temu zakończyło się panowanie jednej z najkrwawszych dynastii w historii. 15 marca 1917 r. car Mikołaj II podpisał akt abdykacji w imieniu swoim i swojego syna Aleksego. Upadek domu Romanowów przewidział samozwańczy mnich Grigorij Jefimowicz Rasputin, który dziwnym zrządzeniem losu stał się ulubieńcem carskiej rodziny. W niesamowitej fizjonomii Rasputina kryła się kwintesencja charakteru rosyjskiego chłopa. Był wysokim, szczupłym mężczyzną o gładko przyczesanych, rozdzielonych przedziałkiem włosach. Broda nadawała mu ascetyczny wygląd eremity, a niemal płonące spojrzenie elektryzowało hipnotycznym blaskiem. Kiedy bardzo niskim, choć nieco chrapliwym głosem wygłaszał płomienne kazania, wpadał w religijną ekstazę.

Rasputin nie był pierwszym odmieńcem religijnym, który wniknął do carskiej rodziny. Wcześniej rolę tę pełnił mnich Iliodor, opat klasztoru w Carycynie i przez pewien czas spowiednik carycy Aleksandry. Zanim Rasputin zbliżył się do Romanowów, Iliodor był najbardziej wpływowym człowiekiem w rosyjskiej Cerkwi. Aby wzmocnić przekonanie carycy o swojej świętości, nie cofał się przed niczym, nawet przed wprowadzeniem na dwór umysłowo chorego Mitii Kolaby, który bełkotał z pianą na ustach. Iliodor przekonywał carycę, że Mitia jest cudotwórcą obdarzonym mocą Ducha Świętego. „Szaleńcy boży istnieją tylko w tym kraju – tłumaczył carycy Iliodor dziwne zachowanie biednego epileptyka. – Udają szalonych, oddają się niekiedy rozpuście, wałęsają w łachmanach, czasem wręcz nago, ażeby wykpić ten żałosny świat rzeczy widzialnych i znosić ludzkie obelgi. Musimy poszukiwać słowa Bożego w ich niejasnej mowie. Oni posiadają bowiem dar prorokowania i czynienia cudów”.

Na początku XX wieku Rosja Mikołaja II tkwiła pomiędzy kulturą Zachodu, do którego drzwi rozpaczliwie pukała oświecona warstwa społeczeństwa, a ciemnym, niemal średniowiecznym ludem. Wiara w gusła, czary i wróżby była mocno zakorzeniona we wszystkich warstwach narodu. Na niezmierzonych obszarach Rosji powstawały liczne sekty religijne kierowane przez owych „bożych szaleńców”, dowolnie interpretujących Biblię i narzucających wyznawcom ceremoniały niemające nic wspólnego z liturgią i tradycją prawosławia. Do ich tajemniczych obrzędów przenikały animistyczne wierzenia azjatyckich plemion Syberii. Samozwańczy prorocy brutalnie konkurowali ze sobą, zabiegając o względy ludu i swoich arystokratycznych opiekunów. Odtrącony przez carycę Aleksandrę intrygant Iliodor mścił się na Rasputinie, roznosząc plotki o jego przynależności do sekty chłystów, praktykujących kuriozalne i kończące się orgiami seksualnymi misteria. Zapewne część czarnej legendy Rasputina została także spreparowana przez tajną policję carską i hierarchów, coraz bardziej zaniepokojonych rosnącymi wpływami tajemniczego chłopa z Tiumeni.

Sekta chłystów była surowo tępiona przez władze Cerkwi prawosławnej. Jej założycielem był niejaki Daniel Filipowicz, nawiedzony obłąkaniec, który w połowie XVII wieku ogłosił się nowym wcieleniem Boga i proklamował 12 własnych przykazań. Nie była to „tylko” herezja, ale całkowita kontestacja wiary prawosławnej. Po wsiach imperium rosyjskiego krążyły opowieści, że Filipowicza urodziła w cudowny sposób bezpłodna stuletnia kobieta, a on sam został ukrzyżowany na Kremlu z rozkazu patriarchy Nikona. Chłystowie wierzyli, że Filipowicz zmartwychwstał na oczach odzianych w biel dziewic. W rzeczywistości ten dezerter z carskiego wojska umarł we własnym łożu i to zapewne z przepicia. Jednak jego legenda, podobnie jak kilku innych samozwańczych proroków, rozpalała umysły Rosjan jeszcze na początku XX wieku.

Rasputin wpisywał się w wizerunek tajemniczego wysłannika niebios, który uzdrawiał samą modlitwą i to często na ogromną odległość. Należy przy tym podkreślić, że niektóre jego „cudowne uzdrowienia” do dzisiaj nie znajdują wytłumaczenia naukowego. Zadziwia także jego niezwykła zdolność do przewidywania przyszłości. Podobno miał przepowiedzieć carycy, że straci koronę i zostanie zamordowana wraz z mężem i dziećmi. Ostrzegał, że „Rosja pogrąży się w ciemnościach i wpadnie w szpony diabła”, a on sam umrze w straszliwej męce. Nie mylił się. Półtora roku po jego śmierci ostatni cesarz Rosji, jego żona i dzieci zostali zamordowani przez bolszewików w domu Nikołaja Ipatiewa w Jekaterynburgu. Na ścianie w piwnicy tego domu ktoś napisał ołówkiem jakże znamienny dwuwiersz z Heinego: „Baltazar został tej nocy przez sługi swe zabity”.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Manipulacja historią

Przez 50 lat po wojnie byli czczeni jako jedyni walczący za wolność Polski. Berlingowcy. Potem nazywani kościuszkowcami. Zbieranina biednych, wygłodzonych ludzi.

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

Piotr Bożejewicz

Szwoleżerowie z antypodów

W 1917 r. wieści o końcu kawalerii wciąż zdawały się mocno przesadzone, lecz w dobie ciężkich karabinów maszynowych bezpowrotnie minęły czasy szarż spod Wiednia, Somosierry czy Waterloo

O sensie historii. Manifest konserwatysty

Kiedyś pociągali mnie barbarzyńcy niszczący przeszłość w imię przyszłości. Tak było, dopóki sam nie dotknąłem ruin świata, który utraciliśmy bezpowrotnie

Szwoleżerowie z antypodów

W 1917 r. wieści o końcu kawalerii wciąż zdawały się mocno przesadzone, lecz w dobie ciężkich karabinów maszynowych bezpowrotnie minęły czasy szarż spod Wiednia, Somosierry czy Waterloo

Humor

FOTOPLASTYKON - Pierwszy amant II RP

Aleksander Żabczyński był wyjątkowo przystojnym mężczyzną.Ale ten dar stał się piętnem – przedwojenni reżyserzy obsadzali go głównie w rolach kochliwych bon vivantów. Ówcześni krytycy filmowi nierzadko kręcili nosem na kolejne ekranowe występy Żabczyńskiego. Ale publiczność, zwłaszcza jej piękniejsza część, takich kreacji od aktora oczekiwała. „Pod Żabczyńskiego” pisan więc scenariusze i piosenki. Do dziś przetrwały przeboje z filmów: „Ada! To nie wypada!” (1936 r., „Nie kochać w taką noc”), „Jadzia” (1936 r., „Jak drogie są wspomnienia”), „Pani minister tańczy” (1937 r., „Na moje wady nie ma rady”), „Zapomniana melodia” (1938 r., „Już nie zapomnisz mnie”), a także piosenka ze ścieżki dźwiękowej do polskiej wersji „Królewn Śnieżki...” (1938 r.) – „Piosnkę znam tylko jedną”. Więcej o jego błyskotliwej karierze w II Rzeczypospolitej, żołnierski heroizmie w czasie II wojny światowej oraz powojennych występach w warszawskich teatrach czytaj na s. 84.