Korzenie nowoczesności

źródło: AFP

Ziemniaczana apokalipsa

Piotr Bożejewicz

John Mitchell, irlandzki nacjonalista na uchodźstwie, napisał: „Zarazę ziemniaczaną zesłał nam Wszechmogący, ale głód – Anglicy”

 

Irlandia rzadko rozpieszcza słoneczną pogodą, lecz lato 1845 r. było bardziej deszczowe niż zwykle. Dla ziemniaków wilgoć i chłód oznaczają późniejsze zbiory i mniejsze plony, ale dla żerującego na nich Phytophthora infestans, organizmu podobnego do grzyba, to idealne warunki rozwoju. To był pierwszy rok ataku zarazy w Irlandii, dlatego nikt nie wiedział, czemu we wrześniu zgniły zielone kiście na polach. Jednak nic nie wskazywało, że zjawisko wpływa na plony, bo podziemna część roślin przetrwała nienaruszona. Dopiero po wykopkach bulwy zwiędły i zmieniły w czarne, cuchnące błoto. W kilka dni zgnilizna pochłonęła połowę zbiorów, a następnej jesieni ziemniaków nie było wcale.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

Fotoplastykon-Gwiazda kabaretów II RP

W latach 20. XX w. Zula Pogorzelska należała do grona najpopularniejszych artystek kabaretowo-rewiowych. To o niej pisano, że była „czarująco nieprzyzwoita” i emanowała wyjątkowym seksapilem. Do Qui Pro Quo warszawiacy chodzili „na Pogorzelską”. Miała dystans do siebie i dar parodiowania innych. Na scenach kabaretów równie dobrze mogła zagrać nieznośnego podlotka, jak i sentymentalną lolitkę; wcielić się w prowincjonalną „pierwszą naiwną” i wielkoświatową uwodzicielkę. Lubiła występować w programach rewiowych, dobrze się bawić i… prowadzić własne auto. Niestety, śmiertelna choroba zabrała ją z tego świata, nim skończyła 40 lat. O oszałamiającej karierze Zuli Pogorzelskiej i warszawskich kabaretach w II RP czytaj więcej na str. 80. AN