Powiększenie

źródło: AFP

Izraelska pogoń za bombą atomową

Konrad Szelest

W połowie lat 60. Mosad i Lakam (Biuro Łącznikowe do spraw Naukowych) przeprowadziły tajną operację pod kryptonimem „Plumbat”, której celem było wsparcie izraelskiego programu budowy bomby jądrowej

Rząd Izraela w 1965 r. zdecydował się na tzw. opcję Samsona, która zakładała dostęp Sił Obronnych Izraela do broni nuklearnej. Tel Awiw uważał, że posiadanie bomby atomowej będzie doskonałą ochroną przed niespodziewanym atakiem ze strony państw arabskich. Największy problem stanowił jednak brak wzbogaconego uranu. Pieczę nad zapasami i wydobyciem cennego pierwiastka sprawowała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA), w praktyce sterowana przez Stany Zjednoczone. Amerykanie uważali, że na Bliski Wschód nie może trafić nawet najmniejsza ilość tlenku uranu pozwalająca na konstrukcję bomby jądrowej. Dla przypomnienia był to okres wyjątkowego napięcia między Izraelem a państwami arabskimi. Zarówno w Kairze, jak i Tel Awiwie pamiętano o kryzysie sueskim, a za dwa lata miało dojść do wybuchu wojny sześciodniowej (1967 r.).

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.