Powiększenie

źródło: PAP/EPA

„Szakal” na Starym Mieście

PRZEMYSŁAW GASZTOLD

Kulisy bliskiej współpracy komunistycznych służb z międzynarodowymi ugrupowaniami terrorystycznymi przez dekady należały do najpilniej strzeżonych sekretów PRL. Na przełomie lat 70. i 80. nad Wisłą działała komórka Organizacji Arabskiej Walki Zbrojnej

Naprawdę nazywał się Ilicz Ramírez Sánchez i urodził się w 1949 r. w Wenezueli. Imię na cześć „wodza rewolucji” zawdzięczał ojcu, który mimo prawniczej kariery i ogromnej fortuny fanatycznie wierzył w komunistyczne ideały. Dlatego godnie uhonorował przywódcę rewolucji październikowej, po kolei nadając trzem swoim synom imiona: „Włodzimierz”, „Ilicz” oraz „Lenin”. Rodzina „Carlosa” wywodziła się nie ze społecznych nizin, lecz z wykształconej klasy średniej. Za młodu niczego mu nie brakowało, ale od najmłodszych lat „panicz” Sánchez był niespokojnym duchem. Szukał przygód, lubił adrenalinę i nie mógł długo usiedzieć w miejscu. Imponował mu Ernesto „Che” Guevara i chciał pójść w jego ślady. W czasie rajdu na siedzibę OPEC specjalnie założył beret, aby upodobnić się do swojego idola.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.

BOGUSŁAW CHRABOTA

Ostatnia przystań templariuszy

Zanim żołnierze Filipa Pięknego wdarli się do paryskiej Temple, archiwum templariuszy, cenne artefakty, złote kielichy i krucyfiksy zniknęły. Jakie były losy skarbu?