Temat numeru

źródło: NAC

Rysy na pomniku Naczelnika

Paweł Łepkowski

Józefa Piłsudskiego nie można oceniać jednostronnie. Był mężem opatrznościowym Polski, ale być może także jej największym rozczarowaniem. Jeżeli ktokolwiek spogląda na marszałka jedynie z zachwytem lub z nienawiścią, nigdy nie zrozumie jego wieloaspektowej roli w historii naszego kraju

Zasługi Piłsudskiego dla niepodległości Polski czynią go postacią, do której należy odnosić się z wielkim szacunkiem. Nie zwalnia to jednak nikogo z dociekań nad rolą marszałka w historii naszego kraju. W tym artykule skupiam się jedynie na krótkim wycinku jego życia – od 29 listopada 1918 r. do 14 grudnia 1922 r., kiedy na mocy własnego dekretu objął urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa, a potem z nadania Sejmu Ustawodawczego pełnił godność Naczelnika Państwa.

Oglądając prywatne fotografie państwa Piłsudskich, widzimy człowieka nadzwyczaj skromnego, zdaje się bezpretensjonalnego, o spokojnej, a może wręcz siermiężnej naturze. Piłsudski to Żmudzin całym sobą. Słychać to w jedynym istniejącym nagraniu głosu marszałka. Nie jest to brzmienie silnego barytonu śp. Janusza Zakrzeńskiego, który wcielił się w rolę marszałka w serialu telewizyjnym „Polonia Restituta”, ale nieco przytłumiony głos starego człowieka z melodyjnym kresowym akcentem. A przecież jest to nagranie z 5 września 1924 r., kiedy Piłsudski miał zaledwie 57 lat. Kiedy wsłuchuję się w to przemówienie zaczynające się od słów „Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą”, zastanawiam się, jak człowiek obdarzony tak słabym aparatem głosowym mógł mieć tak silne oddziaływanie na swoje otoczenie. Wielu historyków i socjologów zastanawiało się, jakie to przyrodzone cechy uczyniły tego syna zubożałego szlachcica z Zułowa postacią pomnikową, której kult jest porównywalny z uwielbieniem, jakim cieszył się Mustafa Kemal Atatürk w Turcji czy marszałek Carl Gustaf Mannerheim wśród Finów. Być może żeby stać się kimś takim, trzeba przede wszystkim wierzyć we własne możliwości. Piłsudski bez wątpienia miał bardzo wysoką samoocenę. Czasami graniczącą wręcz z megalomanią, która położyła się cieniem na jego najbardziej kontrowersyjnych decyzjach. I to właśnie o tym aspekcie jego osobowości jest ten artykuł.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Wojna, której zabrakło

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

FOTOPLASTYKON - „Dodek”, czyli warszawski cwaniak

Adolf Dymsza przed wojną należał do najjaśniejszych (i najzabawniejszych) gwiazd kina oraz scen kabaretowo-rewiowych II RP. Bezsprzecznie zasłużył na miano „króla polskiej komedii”, a to za sprawą wykreowanej przez siebie postaci „Dodka”, warszawskiego cwaniaka o smutnym spojrzeniu, na wzór Charliego Chaplina czy Bustera Keatona. Niezastąpiony był m.in. w „ABC miłości”, „Dodku na froncie” czy „Sportowcu mimo woli”. Ciekawy duet stworzył z Eugeniuszem Bodo w „Pawle i Gawle” oraz „Robercie i Bertrandzie”. Przed wybuchem wojny aktor uwielbiał jazdę samochodem, zimą „wyskakiwał” na narty, a latem chętnie grał w piłkę nożną. Mało kto wie, że Adolf Dymsza w czasie niemieckiej okupacji przez pół roku ukrywał w swym domu Mieczysława L. Kittaya, znanego iluzjonistę żydowskiego pochodzenia. Ale także wtedy aktor występował w tzw. jawnych teatrach, za co po wyzwoleniu sąd koleżeński ZASP ukarał go pięcioletnim zakazem grania na warszawskich scenach, co odcisnęło swe piętno na dalszych losach przedwojennego „króla polskiej komedii”. Więcej o życiu Adolfa Dymszy i jego zawodowych sukcesach czytaj na s. 84.

BOGUSŁAW CHRABOTA

Dwaj na cokołach

Pomniki mają tendencję do uwznioślania nawet najgłupszych idei. Z błaznów i zbrodniarzy potrafią robić świętych