Korzenie nowoczesności

źródło: BE&W

Koniec imperium zła

Krzysztof Jóźwiak

Pod koniec lat 80., mimo trawiącego ZSRR kryzysu politycznego i ekonomicznego, mało kto się spodziewał, że państwo to lada moment rozsypie się niczym domek z kart. Historia wrzuciła jednak szósty bieg i 1 stycznia 1992 r. Związek Radziecki był już tylko złym wspomnieniem

Na początku grudnia 1991 r. przywódcy trzech najważniejszych republik związkowych: prezydent Rosji Borys Jelcyn, prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk oraz przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz spotkali się w domku myśliwskim w Wiskulach na skraju Puszczy Białowieskiej. Celem spotkania było uzgodnienie dostaw ropy naftowej i gazu na Białoruś i Ukrainę. Szybko jednak okazało się, że kwestie gospodarcze muszą zejść na dalszy plan. Jelcyn, który od dawna toczył z Michaiłem Gorbaczowem nieformalną walkę o Kreml, wyraźnie parł w stronę ostatecznego demontażu rozsypującego się ZSRR. Nie mógł legalnie odsunąć od władzy urzędującego prezydenta, uznał więc, że łatwiej będzie zlikwidować państwo, któremu ten przewodzi. Kuczma przyjechał do Wiskuli tydzień po referendum niepodległościowym na Ukrainie i objęciu funkcji prezydenta tego kraju, Szuszkiewicz także nie chciał stracić szansy na zbudowanie niepodległego państwa białoruskiego. Kiedy więc Jelcyn stwierdził, że tak naprawdę nie może nic zrobić w sprawie dostaw surowców, ponieważ o wszystkim formalnie nadal decyduje Gorbaczow, dla uczestników spotkania stało się jasne, że coś z tą patową sytuacją w końcu trzeba zrobić. I wtedy wicepremier Rosji Giennadij Burbulis stwierdził, że założyciele ZSRR mogą być równie dobrze jego likwidatorami. Jemu też przypisuje się słynne sformułowanie, że „Związek Sowiecki jako podmiot prawa międzynarodowego i jako geopolityczna rzeczywistość przestaje istnieć”. Znalazło się ono w umowie nazwanej potem porozumieniem białowieskim, które w nocy z 7 na 8 grudnia spisali uczestnicy spotkania w Wiskulach przy wsparciu obecnych tam ekspertów i doradców.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Wojna, której zabrakło

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

Paweł Łepkowski

Wojna, której zabrakło

FOTOPLASTYKON - „Dodek”, czyli warszawski cwaniak

Adolf Dymsza przed wojną należał do najjaśniejszych (i najzabawniejszych) gwiazd kina oraz scen kabaretowo-rewiowych II RP. Bezsprzecznie zasłużył na miano „króla polskiej komedii”, a to za sprawą wykreowanej przez siebie postaci „Dodka”, warszawskiego cwaniaka o smutnym spojrzeniu, na wzór Charliego Chaplina czy Bustera Keatona. Niezastąpiony był m.in. w „ABC miłości”, „Dodku na froncie” czy „Sportowcu mimo woli”. Ciekawy duet stworzył z Eugeniuszem Bodo w „Pawle i Gawle” oraz „Robercie i Bertrandzie”. Przed wybuchem wojny aktor uwielbiał jazdę samochodem, zimą „wyskakiwał” na narty, a latem chętnie grał w piłkę nożną. Mało kto wie, że Adolf Dymsza w czasie niemieckiej okupacji przez pół roku ukrywał w swym domu Mieczysława L. Kittaya, znanego iluzjonistę żydowskiego pochodzenia. Ale także wtedy aktor występował w tzw. jawnych teatrach, za co po wyzwoleniu sąd koleżeński ZASP ukarał go pięcioletnim zakazem grania na warszawskich scenach, co odcisnęło swe piętno na dalszych losach przedwojennego „króla polskiej komedii”. Więcej o życiu Adolfa Dymszy i jego zawodowych sukcesach czytaj na s. 84.