Felietony

źródło: M.ZIENKIEWICZ

Meandry rewolucji

BOGUSŁAW CHRABOTA

Jakie będą następne formy rewolucji? Czy wkurzony tłum wznieci bunt wokół Facebooka? Albo odwrotnie – wściekły na portale społecznościowe zacznie niszczyć serwery?


Bardzo mylił się Karol Marks, próbując racjonalizować historię. Nie mam zresztą nic przeciw takim próbom. Od niepamiętnych czasów ludzie usiłują zapanować nad historią, tak jak nauczyli się panować nad przyrodą. Zrozumieć jej prawidła, pojąć przyczyny to umieć ją kształtować, a co jeszcze ważniejsze – zapobiegać jej skutkom. Niestety, wszystkie historiozofie są fałszywe. Pomagają w zrozumieniu jednokrotnego zjawiska czy konkretnej epoki, ale przenoszone w przeszłość lub przyszłość gubią swój uniwersalizm i stają się nieprzydatne.

Klasycznym przykładem jest myśl jednego z moich ulubieńców, XIV-wiecznego historiozofa arabskiego Ibn Chalduna, który podstawowy konflikt społeczny wiedział w konkurencji między społecznościami osiadłymi i koczownikami. Zdaniem Ibn Chalduna ci pierwsi szybko ulegają degeneracji, gubią więzi społeczne oraz tradycję i w końcu przegrywają z bardziej solidarnymi i mocniejszymi duchowo nomadami. Mając za sobą historię islamskich podbojów i wyprawy Mongołów, mógł swoje tezy poddawać łatwej weryfikacji, ale okazały się one kompletnie nieprzydatne do analizy europejskich procesów rewolucyjnych od późnego średniowiecza do XIX wieku. Na tej samej zasadzie myśl Karola Marksa kompletnie nie pasuje do analizy wieków średnich czy podbojów dokonywanych przez kalifów. Co więcej, jest równie nieprzydatna do analizy rosyjskiej rewolucji z 1917 r., chyba że w dialektycznej (czyli poprawionej) interpretacji Lenina. Na pocieszenie powiem, że do zrozumienia upadku ZSRR i jego strefy wpływów zarówno Ibn Chaldun, jak i Karol Marks przydają się jak piąte koło u wozu.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Wojna, której zabrakło

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Dwaj na cokołach

Pomniki mają tendencję do uwznioślania nawet najgłupszych idei. Z błaznów i zbrodniarzy potrafią robić świętych

Chińska hiszpanka z Ameryki

W czasie wojny zwykły czytelnik gazet więcej wiedział o epidemii grypy w Hiszpanii niż we własnym mieście, bo tylko w państwach neutralnych cenzura nie wydzielała informacji

Humor

FOTOPLASTYKON - „Dodek”, czyli warszawski cwaniak

Adolf Dymsza przed wojną należał do najjaśniejszych (i najzabawniejszych) gwiazd kina oraz scen kabaretowo-rewiowych II RP. Bezsprzecznie zasłużył na miano „króla polskiej komedii”, a to za sprawą wykreowanej przez siebie postaci „Dodka”, warszawskiego cwaniaka o smutnym spojrzeniu, na wzór Charliego Chaplina czy Bustera Keatona. Niezastąpiony był m.in. w „ABC miłości”, „Dodku na froncie” czy „Sportowcu mimo woli”. Ciekawy duet stworzył z Eugeniuszem Bodo w „Pawle i Gawle” oraz „Robercie i Bertrandzie”. Przed wybuchem wojny aktor uwielbiał jazdę samochodem, zimą „wyskakiwał” na narty, a latem chętnie grał w piłkę nożną. Mało kto wie, że Adolf Dymsza w czasie niemieckiej okupacji przez pół roku ukrywał w swym domu Mieczysława L. Kittaya, znanego iluzjonistę żydowskiego pochodzenia. Ale także wtedy aktor występował w tzw. jawnych teatrach, za co po wyzwoleniu sąd koleżeński ZASP ukarał go pięcioletnim zakazem grania na warszawskich scenach, co odcisnęło swe piętno na dalszych losach przedwojennego „króla polskiej komedii”. Więcej o życiu Adolfa Dymszy i jego zawodowych sukcesach czytaj na s. 84.