Felietony

Kosmiczna epopeja

Paweł Łepkowski

 

"Gwiezdne wojny” obejrzałem po raz pierwszy w pewien dżdżysty, wiosenny dzień 1979 r. w kinie Przyjaźń, które mieściło się w Pałacu Kultury. Przyjemna, stosunkowo niewielka sala z marmurowymi socrealistycznymi kolumnami po bokach. Młodszych czytelników informuję, że przed seansem na ekranie nie leciały żadne reklamy, nikt nie rozdawał okularów 3D, nie było gdzie kupić popcornu ani coca-coli, a o czekoladowych batonikach mogłem sobie jedynie pomarzyć. W mdłej peerelowskiej rzeczywistości każde wyjście do kina było wyprawą do krainy czarów. Po kronice na moment zapadła na sali ciemność. Nagle ciszę rozerwały pompatyczne werble czołówki wytwórni 20th Century Fox. Po nich pojawił się na moment tytuł „Star Wars” i po intrygującym napisie „Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…” zabrzmiały fanfary, które dosłownie wcisnęły mnie w fotel. Ta kompozycja Johna Williamsa zapierała dech w piersiach. I do tego te płynące w dal napisy, które ledwo nadążałem przeczytać. A w zasadzie co będę kłamał, wcale ich nie przeczytałem, bo to wszystko było tak pomysłowe, szybkie i niezwykłe, że nie mogłem się skupić. Kiedy napisy pomknęły gdzieś w daleką przestrzeń odległej galaktyki, znad mojej głowy wyleciał gigantyczny niszczyciel imperium. Naprawdę, takie wtedy miałem wrażenie. Później było już tylko zgodnie z dewizą Hitchcocka: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma narastać”. Dla ośmioletniego chłopca rosło ono z każdą sekundą niczym jazda na kolejce górskiej. Hitchcock powiedział jeszcze kiedyś, że „film jest zły, jeśli ktokolwiek z publiczności chociaż na chwilę może odwrócić oczy od ekranu”. Ja nie mogłem ich oderwać nawet na sekundę. Nie miałem bladego pojęcia, o co tak naprawdę chodzi w tym filmie. Kim jest ten budzący grozę olbrzym w czarnej masce i pelerynie, dlaczego pojazdy poruszają się bez kół, czemu światło mieczy może przeciąć dosłownie wszystko i dlaczego stwór przypominający wielką małpę kieruje statkiem kosmicznym? Odpowiedź była nieistotna, bo liczyła się dynamika obrazu, kolory, efekty dźwiękowe i muzyka. To była symfonia wszystkich zmysłów.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Kosmiczna epopeja

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

Paweł Łepkowski

Kosmiczna epopeja

FOTOPLASTYKON - Urodziny prezydenta

150 lat temu, 1 grudnia 1867 r., urodził się Ignacy Mościcki, wybitny uczony i prezydent Polski w latach 1926–1939. Pochodził z rodziny o bogatych tradycjach patriotycznych. Studiował chemię na politechnice w Rydze. Działał w niepodległościowym ruchu socjalistycznym i przygotowywał nawet zamach na carskiego dygnitarza Josifa Hurkę, ale zagrożony aresztowaniem musiał wyemigrować. Kilka lat spędził w Londynie, gdzie poznał Józefa Piłsudskiego, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Później przeniósł się do Szwajcarii, gdzie rozpoczął karierę naukową, specjalizując się w elektrochemii. Po powrocie do Polski w 1912 r. jako uznany wynalazca został profesorem Politechniki Lwowskiej, a potem także jej rektorem. Był budowniczym polskiego przemysłu chemicznego. Miał na swoim koncie kilkadziesiąt patentów zagranicznych i krajowych. Gdy został prezydentem RP, prawa do patentów nieodpłatnie przekazał państwu polskiemu. Więcej o Ignacym Mościckim czytaj na str. 28.