Zofia Leśniowska

Kto porwał córkę Sikorskiego

Adam Tycner

Z Tadeuszem A. Kisielewskim Rozmawia Adam Tycner

Ekshumacja zwłok Sikorskiego wykazała, że 4 lipca 1943 r. nie został on ani otruty, ani zastrzelony, zanim rozbił się samolot, którym leciał. Pańska hipoteza, że generał zginął od kuli, została obalona.

W początkowej fazie badań postawiłem kilka hipotez, które zostały zweryfikowane. Ale to, że w czaszce generała nie znaleziono śladu po kuli, a w jego ciele trucizny, nie znaczy jeszcze, że zamach został wykluczony. Patolodzy określili przyczynę zgonu, a nie katastrofy.

Stwierdzili jednak, że Sikorski zmarł w wyniku obrażeń typowych dla ofiary katastrofy komunikacyjnej.

Czeski pilot samolotu Eduard Prchal, który przeżył wypadek, twierdził, że maszyna spadła, bo przestały reagować stery wysokości.

Wiemy z całą pewnością, że samolot był w pełni sprawny i sterowny. Potwierdza to raport brytyjskich biegłych, sporządzony zaraz po katastrofie i wykonana w 1992 r. ekspertyza profesora Jerzego Maryniaka z Politechniki Warszawskiej. Sterów wysokości w tym modelu liberatora nie da się zablokować. Świadczy o tym mnóstwo niezależnych opinii pilotów i eksperyment przeprowadzony przez brytyjskiego pilota Arthura Stevensa, który wykonywał urzędową ekspertyzę wraku. Prchalowi natomiast w ogóle nie należy wierzyć, bo jego relacja jest w wielu miejscach w oczywisty sposób nieprawdziwa.

Być może przyczyną wypadku było co innego. Samolot był prawdopodobnie przeciążony.

Nie był. Dokładnie wyliczyłem, ile mógł ważyć ładunek samolotu, załoga i wszyscy pasażerowie. Nurkowie badający wrak nie znaleźli niczego, co mogłoby w znaczący sposób zwiększyć masę samolotu. Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego doszło do katastrofy. Układ zasilania w paliwo był sprawny, podobnie jak wszystkie urządzenia pokładowe.

Skoro wszystko działało, dlaczego samolot się rozbił? Jaka jest pańska hipoteza?

Z ekspertyzy profesora Maryniaka wynika, że samolot wcale się nie rozbił.

To było kontrolowane wodowanie. Potwierdzają to zeznania świadków, którzy wspominali, że silniki zostały wyłączone sekundę przed zetknięciem się kadłuba z wodą, czyli zgodnie z procedurą stosowaną przy tym manewrze.  Był to wyrafinowany zamach. Zamachowcem był pilot, a narzędziem zamachu – samolot.

Jak to dokładnie pana zdaniem wyglądało?

Pilot zamachowiec wykonał wodowanie przy prędkości  240 km/godz. Powszechnie wiadomo było, że ani Sikorski, ani jego towarzysze nigdy nie zapinają pasów. Właśnie dlatego wszyscy zginęli.

Dla pilota taka misja byłaby niemal samobójcza. Ryzyko, że sam zginie, byłoby ogromne.

Wcale nie. Kabina liberatora jest umieszczona bardzo wysoko. Pilot był przypięty podwójnymi pasami, które go uchroniły. Tym pilotem natomiast wcale nie był, jak się powszechnie uważa, Eduard Prchal. Czech siedział w kabinie, ale za sterami był ktoś inny. Świadczą o tym oficjalne brytyjskie dane i niespójne zeznania Prchala.  Z moich badań wynika, że drugi pilot został podmieniony na pilota zamachowca, który przejął stery, wykonał wodowanie i wypłynął na plażę, na co też są świadkowie.

Jeśli był to zamach, to kto mógłby za nim stać?

Podejrzewano Polaków, wśród których Sikorski miał wielu wrogów. Nie mieli oni jednak możliwości przeprowadzenia takiej operacji na Gibraltarze. Mieli je Brytyjczycy, którzy jednak nie mieli motywu. Niektórzy uważają, że mogli się obawiać, iż po odkryciu zbrodni katyńskiej Sikorski doprowadzi do rozłamu w koalicji antyniemieckiej.

Jednak od kiedy Katyń wyszedł na jaw, wygłosił on szereg deklaracji pojednawczych pod adresem Sowietów. Brytyjczycy nie mieli więc interesu w zabijaniu go. Ten zamach zorganizowali Sowieci.

Dlaczego mieliby to zrobić, skoro Sikorski był do nich coraz bardziej pojednawczo nastawiony?

Stalin wyczekiwał zerwania stosunków z polskim rządem. Sowieci chcieli sobie Polskę podporządkować. Stalina, który miał już armię Berlinga i prawie gotowy polski komunistyczny rząd, pojednawcze deklaracje Sikorskiego tylko denerwowały. Zamach na polecenie Sowietów mógł zorganizować Kim Philby, który nadzorował kontrwywiad brytyjski na obszarze Morza Śródziemnego i, jak się później okazało, był sowieckim agentem.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Manipulacja historią

Przez 50 lat po wojnie byli czczeni jako jedyni walczący za wolność Polski. Berlingowcy. Potem nazywani kościuszkowcami. Zbieranina biednych, wygłodzonych ludzi.

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

FOTOPLASTYKON - Pierwszy amant II RP

Aleksander Żabczyński był wyjątkowo przystojnym mężczyzną.Ale ten dar stał się piętnem – przedwojenni reżyserzy obsadzali go głównie w rolach kochliwych bon vivantów. Ówcześni krytycy filmowi nierzadko kręcili nosem na kolejne ekranowe występy Żabczyńskiego. Ale publiczność, zwłaszcza jej piękniejsza część, takich kreacji od aktora oczekiwała. „Pod Żabczyńskiego” pisan więc scenariusze i piosenki. Do dziś przetrwały przeboje z filmów: „Ada! To nie wypada!” (1936 r., „Nie kochać w taką noc”), „Jadzia” (1936 r., „Jak drogie są wspomnienia”), „Pani minister tańczy” (1937 r., „Na moje wady nie ma rady”), „Zapomniana melodia” (1938 r., „Już nie zapomnisz mnie”), a także piosenka ze ścieżki dźwiękowej do polskiej wersji „Królewn Śnieżki...” (1938 r.) – „Piosnkę znam tylko jedną”. Więcej o jego błyskotliwej karierze w II Rzeczypospolitej, żołnierski heroizmie w czasie II wojny światowej oraz powojennych występach w warszawskich teatrach czytaj na s. 84.

BOGUSŁAW CHRABOTA

O sensie historii. Manifest konserwatysty

Kiedyś pociągali mnie barbarzyńcy niszczący przeszłość w imię przyszłości. Tak było, dopóki sam nie dotknąłem ruin świata, który utraciliśmy bezpowrotnie