Powiększenie

Na dachu Reichstagu

Gwałty na przedpolach Berlina

Piotr Zychowicz

W Prusach czerwonoarmiści gwałcili wszystko, co się rusza. Od 10-letnich dziewczynek do 80-letnich staruszek. To była czysta przemoc – mówi Antony Beevor

Stek kłamstw, oszczerstwo wobec narodu sowieckiego" – tak określił pańską książkę „Berlin 1945. Upadek" ambasador Rosji w Wielkiej Brytanii. To w Polsce chyba najlepsza rekomendacja.

(śmiech) Tak, Rosjanie uznali mnie za bluźniercę. Moskiewscy historycy stwierdzili, że powtarzam kłamstwa propagandy Josepha Goebbelsa i pluję na pamięć o Armii Czerwonej. A przecież fragmenty książki, o które mieli pretensje, zostały oparte na sowieckich archiwach. Raportach, protokołach i relacjach żołnierzy armii Stalina.

Co najbardziej oburzyło pańskich rosyjskich krytyków?

Opisy zbrodni i grabieży dokonanych przez sowieckich żołnierzy podczas „marszu wyzwolicielskiego" przez Europę.

Dlaczego bolszewicy tak masowo gwałcili kobiety?

Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi. Przyczyn było wiele. Proszę pamiętać, że ludzie sowieccy przychodzili z kraju, w którym seks był tematem tabu. Ideałem kobiety lansowanym przez propagandę była kołchoźnica w roboczym kombinezonie, która zatraciła wszelkie kształty i ponętność. Wszystkie ludzkie instynkty były tłumione, bo cała energia i wszelkie uczucia miały koncentrować się na miłości do partii. Reżim bolszewicki był bardzo pruderyjny.

Gdy czerwonoarmiści przekroczyli granice Związku Sowieckiego, postanowili sobie wreszcie poszaleć?

Dokładnie. Proszę bowiem pamiętać, że do masowego gwałcenia kobiet doszło nie  tylko w Niemczech, ale także w Polsce, na Węgrzech czy w Czechosłowacji. Przemoc na tle seksualnym miała miejsce wszędzie, gdzie stanęła noga sowieckiego żołnierza.

To pierwszy powód. A kolejne?

Żołnierze Armii Czerwonej byli potwornie sterroryzowani przez własnych dowódców. Stosunki, jakie panowały w tym wojsku, były nie do pomyślenia. Żołnierze byli szykanowani, nikt nie liczył się z nimi, ich życie było nic nie warte. Znam przypadki, w których oficerowie posyłali żołnierzy pod ogień na ziemię niczyją, aby zdjęli mundury z nieżywych towarzyszy. Te podziurawione, brudne mundury były cenniejsze niż ludzkie życie. Na tyłach frontu szalało NKWD, za najmniejszą krytykę systemu groziły surowe kary. Gdy ci zastraszeni ludzie znaleźli się w sytuacji, w której mieli nad kimś przewagę, zaczęli w brutalny sposób wyładowywać swoją frustrację. To mechanizm dobrze znany psychologom.

A motyw zemsty za to, co Niemcy wyrabiali w Sowietach?

Ten czynnik również odgrywał rolę. Aby wzbudzić w sowieckich żołnierzach wolę walki, oficerowie polityczni opowiadali im o bestialstwach niemieckich na terenach okupowanych. Co ciekawe, w wojennej propagandzie Moskwy z tego okresu Niemcy przedstawiane są często jako „blondwłosa wiedźma". Pisał tak między innymi Ilia Erenburg. Mówiono o kolektywnej odpowiedzialności całego narodu niemieckiego za Hitlera, co sprawiało, że w odbiorze zwykłych czerwonoarmistów kobiety były takimi samymi wrogami jak żołnierze Wehrmachtu.

To była wojna totalna.

Tak. Co ciekawe jednak, zjawisko, o którym mówimy, się zmieniało. Po wkroczeniu do Prus Wschodnich gwałty były bardziej aktami przemocy niż seksu. Brutalnie gwałcone były dziewczęta i kobiety od lat 10 do 80. Często towarzyszyły temu mordy. Kobiety nie były wybierane pod względem atrakcyjności czy wieku. Wystarczyło, że się ruszały. Gdy jednak bolszewicy dotarli do Berlina, sprawy zaczęły wyglądać zupełnie inaczej.

Czyli jak?

Znamy niemieckie relacje, które mówią o żołnierzach wdzierających się do piwnic pełnych przerażonych cywilów. Ci ludzie mieli ze sobą pochodnie i wyszukiwali najładniejsze dziewczęta. Na tym etapie wiele niemieckich kobiet godziło się na zawarcie pewnego układu. Znajdowały sobie jakiegoś sowieckiego oficera, stawały się jego kochankami, a on w zamian bronił ich przed gwałtami i przemocą ze strony swoich rodaków. Dawał im również jedzenie.

Tu już nie było mowy o czystej przemocy.

Oczywiście. Tu już chodziło o seks, o bliskość z kobietą. Były to pewnego rodzaju związki, choć oczywiście kobiety w większości nie wchodziły w nie dobrowolnie. Z tą sprawą związane jest zresztą ciekawe zjawisko. Reakcja na to wszystko kobiet sowieckich. Przecież duża część żołnierzy zostawiła w domach żony. W roku 1945 wśród sowieckich kobiet panowały niepokój i oburzenie. Uważały, że Niemki w perfidny sposób uwodzą ich mężów! Biada żołnierzowi, który wysłał żonie z Niemiec luksusową bieliznę w prezencie. Choć chciał w ten sposób zrobić jej przyjemność, na ogół było to odbierane w sposób zupełnie inny. Gdy wracał do domu, miał często z tego powodu poważne kłopoty.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

AN

Fotoplastykon - Dziewczyna o smutnych oczach

Zanim Jadwiga Andrzejewska po raz pierwszy stanęła przed kamerą, zadebiutowała w teatrze. Miała wówczas 17 lat. Zwykle krytyczny Antoni Słonimski porównał jej sceniczną ekspresję do aktorstwa Lillian Gish, gwiazdy amerykańskiego kina niemego. Przed wojną Jadzia zagrała w kilkunastu filmach, jednak w większości były to role drugoplanowe. I cóż z tego, chciałoby się rzec, skoro po latach, gdy ogląda się ocalałe kopie, to właśnie Andrzejewska przyciąga uwagę widzów jak mało kto. Z jednej strony, jej naznaczone egzystencjalnym bólem spojrzenie predestynowało ją do ról dramatycznych. Z drugiej, dziewczęca uroda i perlisty śmiech dawały jej szansę w kabarecie i komedii. W efekcie grane przez nią bohaterki nigdy nie były oczywiste, zaskakiwały skalą emocji i ekspresji. I choć nie została gwiazdą formatu Jadwigi Smosarskiej czy Elżbiety Barszczewskiej, to publiczność ją uwielbiała, a krytycy doceniali. Więcej o artystycznej drodze „dziewczyny o smutnych oczach” na s. 76.

Piotr Bożejewicz

Gambit Balfoura

Deklaracja Balfoura, czyli brytyjska obietnica ustanowienia „narodowego domu” dla Żydów, zaowocowała utworzeniem Mandatu Palestyny pod zarządem Wielkiej Brytanii