Powiększenie

Generał Zygmunt Berling przygląda się nogom Wandy Wasilewskiej. Sielce nad Oką, 1943 rok Fot.

Mężczyźni Wandy Wasilewskiej

red.

Znana sowiecka kolaborantka nie umiała żyć samotnie. wobec mężczyzn miała jednak „instynkt posiadania”

Zapisała się w dziejach Polski jako wyjątkowej klasy kolaborantka. Nazywano ją „liżydupą" Stalina i faktycznie, większość życia poświęciła sprawie sowietyzacji Polski. Natomiast w życiu prywatnym była nieszczęśliwą kobietą, zależną od swoich partnerów.

Roman Szymański

W latach 20. Wanda Wasilewska – córka Leona, działacza niepodległościowego z PPS, i chrześnica Józefa Piłsudskiego – studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wstąpiła wtedy do Sekcji Akademickiej PPS i poznała studenta matematyki Romana Szymańskiego. Był synem robotnika kolejowego z Tuchowa, uważano go za „człowieka przemiłego, o niewyczerpanych zasobach pogody i wesołości". Posiadał również niezwykle ważną dla działalności partyjnej cechę – był niezwykle towarzyski i komunikatywny, dysponował także „nieprzebraną znajomością różnych pieśni ludowych, robotniczych, żołnierskich".

Wasilewska wyszła za Szymańskiego, małżeństwo uchodziło za udane, a Roman był chyba jedynym mężem dorównującym jej intelektualnie. Na świat przyszła córka, Ewa, niestety w 1931 roku Szymański zachorował na tyfus i zmarł, a jego następcy byli już ludźmi innej kategorii.

Po śmierci Szymańskiego Wanda zmieniła oczekiwania wobec mężczyzn – szukała partnerów, nad którymi mogła górować intelektualnie. „Było coś nienormalnego w jej dobieraniu sobie mężczyzn – uważał Adam Ciołkosz – musiała mieć mężczyzn niedorastających do niej intelektualnie. Sama zwierzała się, że potrafi kochać tylko mężczyzn niżej od niej stojących. Była do nich przywiązana i o nich zazdrosna, miała w tym zakresie »instynkt posiadacza«. Kochała ich na swój sposób. Byli nieodzowni, ale nie byli najważniejsi w jej życiu".

Murarz z ambicjami

Kolejny partner również pochodził ze środowisk PPS, ale zdecydowanie odróżniał się od poprzednika. Bogatko był robotnikiem murarskim, a w partii przepowiadano mu dużą karierę. Poznali się w romantycznych okolicznościach, Bogatko uratował Wandzie życie podczas spływu kajakowego na Wiśle. „Było to jesienią 1931 roku – wspominała Zofia Woźnicka, młodsza siostra Wandy. – Dostali się w niebezpieczne miejsce pod Tyńcem, kajak się przewrócił i Wanda, dość słabo pływająca, zaczęła tonąć. Marian z narażeniem własnego życia wyratował ją z opresji. Było to dla nich wielkie przeżycie".

Zamieszkali razem, ale nie wzięli ślubu, uważając formalne więzy za „tchórzowskie ustępstwo plotkarzom". Wasilewska sportretowała partnera w swojej pierwszej powieści („Oblicze dnia"), przyznając, że Anatol, główny bohater utworu, był „bezwstydnie wzorowany na Marianie". „[...] fantastyczny atleta, piękny rzeczywiście chłopak – opisywał Bogatkę Aleksander Wat – do tańca i do różańca. Bardzo inteligentny, bystry, z poczuciem humoru, szalenie wesoły, silny chłop".

W latach wielkiego kryzysu oboje stracili pracę i przenieśli się do Warszawy. Przydały się koneksje ojca Wasilewskiej i Wanda znalazła zatrudnienie w dziale wydawniczym Związku Nauczycielstwa Polskiego. Pracowała w redakcji „Płomyka" i „Płomyczka", nazwisko ojca otwierało jednak wiele drzwi, a Wanda nie miała skrupułów, żeby tego nie wykorzystywać.

Problemy sprawiał natomiast Bogatko. W Warszawie nie powrócił już do zawodu, odnajdując się w roli mężczyzny lewicowej pisarki i publicystki. „Bogatko zdeklasował się – wspominał Ciołkosz – i w ogóle przestał pracować. Zajmował się domem, asystował swej żonie w środowiskach lewicy literackiej, w pochodach 1 maja chodził z grupą literatów i dziennikarzy, nie z robotnikami budowlanymi, przeszedł na mieszczański sposób życia i w niczym już nie zapowiadał sobą Anatola – płomień i miecz rewolucji".

W tym czasie Wanda była już żoną Bogatki, małżeństwo zawarli, starając się o wizę na wyjazd do ZSRS. Pobrali się w obrządku kalwińskim, nie ukrywając przed pastorem, że to wyłącznie formalność. „Gdy poprosił o jakieś oświadczenie charakteru religijnego – wspominała Wasilewska – a nam bardzo się spieszyło, rozzłościł się i w końcu zirytowany zapytał: »Nie rozumiem, o co państwu chodzi – o ślub czy o papiery?«. Odpowiedziałam, że o papierek. Wtedy zrezygnował ze wszystkiego, był na nas śmiertelnie obrażony, ale dokument ślubu nam wydał, a całą ceremonię ograniczył do jakichś skróconych obrzędów".

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

BOGUSŁAW CHRABOTA

Ostatnia przystań templariuszy

Zanim żołnierze Filipa Pięknego wdarli się do paryskiej Temple, archiwum templariuszy, cenne artefakty, złote kielichy i krucyfiksy zniknęły. Jakie były losy skarbu?

Paweł Łepkowski

Mroczna zagadka