Rozmowa miesiąca

PAP

Dekomunizacja, której nie było

Rafał Otoka-Frąckiewicz

Z Ruth Hoffmann, niemiecką dziennikarką, autorką książki „Dzieci Stasi” rozmawia
 Rafał Otoka-Frąckiewicz

Z dokumentów, do których pani dotarła, wynika, że Stasi wyciągała służbowe konsekwencje wobec swoich pracowników, jeśli okazywało się, że ich dzieci są na przykład punkami. Punki były zbyt prawicowe dla lewicowego systemu?

Nie chodzi o to, że byli zbyt prawicowi. Oni nie pasowali do systemu, do enerdowskiej rzeczywistości. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia młodzieży z FDJ, czyli enerdowskiej organizacji będącej odpowiednikiem waszego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Oni są ubrani w mundurki. Wszyscy wyglądają tak samo, a jeśli się spojrzy na zdjęcia punków, to od razu widać tę różnicę.

System komunistyczny na całym świecie ścigał wszelkie odmienności. Słynny dziś Che Guevara zamykał do wiezień za słuchanie Carlosa Santany i muzyki rockowej.

System enerdowski bardzo mocno kontrolował rzeczywistość, a Stasi była centrum tego systemu i dozorowała swoich funkcjonariuszy. Często się o tym zapomina, ale prywatnego życia jej oficerów doglądano jeszcze bardziej skrupulatne niż zwykłych obywateli. Stasi była jądrem NRD i musiała być krystaliczna. Urzędnicy Stasi mieli całe listy zasad, których musieli przestrzegać. Musieli też bezwzględnie realizować te wytyczne systemowe, które dotyczyły ich rodzin i dzieci.

Wystarczyło, że ktoś się źle prowadził, zdradzał żonę, nadużywał alkoholu i już trafiał do raportów? To nie musiały być kwestie stricte polityczne?

Oczywiście. To mogły być drobiazgi. Na przykład mamy wzmiankę o tym, że dziecko ubierało się na czarno – i to już wystarczyło. To było jakieś odstępstwo od normy. Potem ojciec musiał się tłumaczyć, dlaczego nie wychowuje dziecka według socjalistycznych zasad, i obiecywać, że to się zmieni, że to naprawi.

Co groziło oficerom Stasi, których rodziny nie prowadziły się zgodnie z zasadami socjalizmu?

Mogli zostać wyrzuceni ze Stasi, mogli dostawać mniejsze wynagrodzenie albo narazić się na reprymendy i inne nieprzyjemności. Sami oficerowie nie wiedzieli, co dokładnie im grozi. Pojawiała się wokół nich tylko taka dziwna atmosfera. Nastrój, który rozsiewali na cały kraj, panował także wśród nich. Tajni oficerowie Stasi zajmowali się szpiegowaniem innych funkcjonariuszy tej służby. Jeśli któryś się im naraził, nigdy nie wiedział, jakie konkretnie grożą mu konsekwencje.

Czyli nie były to twarde represje, a raczej zastraszanie?

Tak, ale należy pamiętać, że groźba wyrzucenia ze Stasi była dla tych ludzi przerażająca. Jako zdrajcy nie mieliby szans na przeżycie poza systemem.

To by wyjaśniało, czemu większość z nich przedkładała sprawy zawodowe nad rodzinne. Prędzej opuszczali swoje rodziny niż posady w Stasi.

Nie można było samodzielnie odejść ze Stasi, tak samo, jak nie można było samodzielnie rozpocząć tam pracy. Można było tylko się zgodzić, jeśli zostało się wybranym. Znam tylko jeden taki przypadek, że ktoś przedłożył rodzinę nad Stasi. Może było ich więcej, ale analizowałam przecież tysiące dokumentów i natrafiłam tylko na jeden. Oficer został wyrzucony za to, że utrzymywał kontakt z córką.

Co się z nim stało?

Musiał odejść na emeryturę w wieku 53 lat i opuścić mieszkanie służbowe, ponieważ jego córka była dysydentką, bardzo znaną w NRD. Oficjalnie twierdził, że zerwie z nią stosunki, ale tego nie zrobił. Ale wielu innych tak robiło i zrywało stosunki z dziećmi, by ratować karierę.

Dostał emeryturę? Niezbyt tragiczny finał.

Tak. Nic mu się nie stało. Nie zginął.

Wygląda więc na to, że zagrożenie nie było aż tak wielkie.

Wszystko zależy od perspektywy. Funkcjonariusze Stasi byli przekonani o swojej wyjątkowości, uważali, że są po właściwej stronie. Jeśli więc córka była dysydentką, to stawała się ich osobistym wrogiem. To nie tylko kwestia kariery, ale też przekonań. Trzeba jednak przyznać, że problemy ze źle prowadzącymi się dziećmi nie były zbyt częste. Na ogół zachowywały się one tak, jak tego oczekiwali od nich rodzice, ponieważ same się bały albo były przekonane do tej ideologii. Na moich spotkaniach autorskich pojawiają się takie osoby ze wschodnich Niemiec, które przyznają się, że były dziećmi oficerów Stasi, ale twierdzą, że nie było żadnych problemów. Że były szczęśliwe, że miały świetne życie rodzinne.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Paweł Łepkowski

Dwa oblicza marszałka

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Tym żył świat

Felietony

FOTOPLASTYKON - Ojciec niepodległości

W tym roku 5 grudnia przypada 150. rocznica urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego. Komendant Legionów i pierwszy przywódca odrodzonego państwa polskiego był jedną z najwybitniejszych postaci w naszej historii. Wywarł decydujący wpływ na kształt polityki wewnętrznej i zagranicznej II Rzeczypospolitej. Już za życia stał się legendą, na której wychowało się wiele pokoleń Polaków. Kult marszałka jako ojca polskiej niepodległości jest żywy do dziś. Ta posągowa postać nie była jednak pozbawiona wad. Krytycy zarzucali mu m.in. dążenie do wprowadzenia rządów dyktatorskich i mitologizowanie jego roli w bitwie warszawskiej 1920 r. Różne oblicza Józefa Piłsudskiego przedstawiamy na str. 10 i 14.